header image

BOŻENA SZAYNOK
GAZETA WYBORCZA
8 Lipca 2006


Bozena Szaynok jest historyk na Uniwersytecie Wrocławskim. Specjalizuje się w najnowszej historii Polski oraz w stosunkach międzynarodowych. Autorka m.in. książki „Pogrom Żydów w Kielcach. 4 VII 1946 r.". Stypendystka Fundacji Batorego, Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, Yoram Schnitzer Foundation (Tel Aviv University), Fundacji Kościuszkowskiej. Visiting professor na University of Illinois, Chicago.

Jej recenzja książki Jana Tomasza Grossa ukaże się we wrześniu w roczniku „Zagłada Żydów", piśmie Centrum Badań nad Zagładą Żydów Instytutu Filozofii i Socjologii PAN.


Link do Artykułu
Link do PDF Artykułu



JAK TO WIDZI GROSS

ROZMOWA z Bożeną Szaynok
WOKÓŁ KSIĄŻKI JANA TOMASZA GROSSA
„STRACH. ANTYSEMITYZM W POLSCE PO AUSCHWITZ"

Błąd Jana T. Grossa polega na próbie wyjaśnienia stosunków polsko-żydowskich jednym schematem - antysemityzmem

AGNIESZKA KOŁODYŃSKA:
Jest Pani jedną z niewielu w Polsce osób, które przeczytały najnowszą książkę prof. Jana Tomasza Grossa „Fear. AntKsemitism in Poland after Auschwitz" (Strach. Antysemityzm w Polsce po Auschwitz). Co Pani o niej sądzi?

BOŻENA SZAYNOK:
To jest książka o antysemityzmie w Polsce po wojnie, a nie o pogromie kieleckim, jak przedstawiano ją w niektórych tekstach w prasie. „Strach" składa się z dwóch części. Pierwsza to obraz antysemityzmu, różnych jego przejawów - niechęci, wrogości, agresji wobec ludności żydowskiej w Polsce po wojnie. Druga to wyjaśnienie przyczyn tej sytuacji.

Prof. Gross bardzo dobrze opisał doświadczenia, które były udziałem Żydów w tamtym czasie. Zrekonstruował nie tylko fakty, ale też atmosferę różnych wydarzeń, w których Żydzi byli ofiarami. Niestety, pisze on tylko o antysemityzmie, pozostawiając czytelnika z wrażeniem, że na nim wyłącznie opierały się powojenne relacje polskożydowskie. Jednak nie da się opisać tych stosunków tylko w ten sposób. Nie da się zaprzeczyć, że antysemityzm był obecny w powojennej polskiej rzeczywistości, ale dotyczył on tylko części społeczeństwa polskiego, a jego przyczyny są wielorakie.

Czy można tłumaczyć polski powojenny antysemityzm - jak robi to prof. Gross - wyłącznie poczuciem winy z powodu kolaboracji Polaków z Niemcami?

Przesłanie tej książki jest jasne: po wojnie to antysemityzm dominował w relacjach polskożydowskich. Jednak w tych relacjach przede wszystkim obecna była obojętność. Polacy i Żydzi zamykali się w kręgach ludzi mających takie same, bolesne doświadczenia. Oddalenie wzmacniały także przeprowadzane na niespotykaną dotąd skalę przesiedlenia ludności. Polaków i Żydów dzieliła nie tylko przeszłość, dochodziły do tego problemy związane z sytuacją polityczną, z niezwykle dramatycznym okresem w historii Polski. Władzę przejmowało ugrupowanie nieakceptowane przez społeczeństwo. Polacy żyli tamtą sytuacją, a Żydzi rozpamiętywali doświadczenie Zagłady i zastanawiali się nad swoją przyszłością w Polsce. Dla większości z nich Polska jawiła się jako cmentarz. Niektórzy próbowali odbudowywać swoje życie po Zagładzie, ale nie było to łatwe.

Rozmawiałam kiedyś w Izraelu z kobietą, która postanowiła po wojnie pozostać w swoim rodzinnym mieście. Jednak okazało się to dla niej za trudne. Wszystko przypominało jej najbliższych zamordowanych w czasie wojny. Opowiadała mi o obcych ludziach wyglądających z okien mieszkań, w których przed wojną mieszkali jej bliscy. Po kilku miesiącach zdecydowała się na wyjazd. ' Nie zgadzam się z prof. Grossem, że to z powodu antysemityzmu Żydzi opuszczali Polskę. Tak było, ale nieco później, po pogromie w Kielcach. Nie zgadzam się także z tłumaczeniem przez niego zjawiska powojennego antysemityzmu przejmowaniem przez Polaków mienia pożydowskiego oraz - cytuję za nim - „oportunistycznym zachowaniem społeczeństwa w czasie wojny".

Kolaboracja części Polaków z Niemcami w czasie wojny to niewątpliwie margines w relacjach polsko - żydowskich. Dostrzegalny, ale margines. Historycy przyjrzeli się dokładnie tej tematyce przy okazji publikacji „Wokół Jedwabnego". Wiadomo, że na terenie Łomżyńskiego i Białostocczyzny było około 20 wystąpień antyżydowskich w pierwszych tygodniach wojny niemieckoradzieckiej, ale wydarzenia te się różniły. Ich powodem była także inspiracja niemiecka - niekiedy taka, która zmuszała Polaków do tego, a czasem wystarczało tylko niemieckie przyzwolenie, aby niektórzy Polacy czuli się bezkarni i mordowali. Są to zróżnicowane przypadki, nie można traktować ich jako przykładu jednej postawy.

Grabież mienia żydowskiego jest także tylko częściowym wyjaśnieniem przyczyn powojennych napadów na ludność żydowską. Widać to np. w raportach ówczesnego Ministerstwa Administracji Publicznej, w których w ciągu kilku miesięcy 1945 r. naliczono ok. 30 napadów na ludność żydowską, z czego 11 było związanych z rabunkami, w części tylko dotyczącymi przejmowania mienia żydowskiego przez Polaków.

To są oczywiście dane niepełne, szacunkowe, ale pokazują, że nie tylko sprawa owego mienia wyjaśnia problem powojennego antysemityzmu w Polsce. Większość napadów zakwalifikowano bowiem jako pozostałość „hitlerowskiej propagandy, która zatruła Polaków jadem nienawiści rasowej". W takim kontekście należy przypominać, że zasadniczy przekaz tej propagandy stanowiło przyzwolenie na bezkarne zabijanie Żydów. Błąd, jaki zrobił prof. Gross, polega na próbie wyjaśnienia za pomocą jednego schematu niezwykle skomplikowanych i trudnych relacji polskożydowskich tuż po wojnie.

To gdzie szukać wyjaśnień? W powojennej sytuacji Polski, która nagle znalazła się w bloku komunistycznym? W stereotypie żydokomuny?

Niechęć do ludności żydowskiej po wojnie miała różne przyczyny, m.in. psychologiczne i polityczne. W tym pierwszym przypadku warto przypomnieć opinię profesor Krystyny Kersten. Według niej Polacy jako społeczeństwo szukali odpowiedzialnych za swoją klęskę, za to, co się stało z ich krajem. Byliśmy ofiarą wojny i choć znaleźliśmy się w zwycięskiej koalicji antyhitlerowskiej, wychodziliśmy z wojny jako przedmiot, a nie podmiot. Polska przestała decydować o swoich granicach i o swoim rządzie. To budziło frustrację. Szukano winnych tej sytuacji. Prof. Kersten zauważa, że bardzo często ta agresja, ta niechęć nie zwracała się przeciwko realnemu wrogowi, jakim był Związek Radziecki. Ten wróg był zbyt silny, szukano więc wroga zastępczego. Wybór padł na Żydów, także dlatego, że mimo ich wielowiekowej obecności na ziemiach Polski postrzegani byli jako obcy.

Prof. Gross odrzuca tezę, że powodem niechęci Polaków do Żydów było związanie się ludności żydowskiej z nową władzą, z komunistami. Stereotyp żydokomuny to oczywiście wielkie uproszczenie. Żydzi nie są odpowiedzialni za wprowadzanie w Polsce komunizmu. Ale jest to element istotny. Nie chodzi bowiem tylko o zaangażowanie części ludności żydowskiej w aparat represji, w nową władzę, ale o to, że ludność żydowska nie zamanifestowała postaw, które byłyby zgodne z polską oceną powojennej rzeczywistości. Żydzi nie mówili źle o komunizmie; wręcz przeciwnie, instytucje żydowskie, różne ugrupowania polityczne wyraź-nie popierały władzę komunistyczną. Mało tego, w bardzo złym świetle przedstawiały postaci i symbole, które dla Polaków były istotne - prezesa PSLu Stanisława Mikołajczyka, generała Andersa, Armię Krajową, ugrupowania niepodległościowe. Helena Datner określiła kiedyś tę sytuację jako ze wszech miar tragiczną.

Z drugiej strony część Polaków nie rozumiała, czym dla ludności żydowskiej była Zagłada. Wielokrotnie w pamiętnikach żydowskich pojawia się opis powrotu do miejsc, w których mieszkano przed wojną, i wspomnienie sąsiadów, którzy zamiast okazać radość, pytali zdziwieni: „To ty jeszcze żyjesz?".

Problem polegał także na tym, że w powojennej rzeczywistości nie było miejsc spotkań Polaków i Żydów, nie było również chęci takiego spotkania. Zbyt blisko było wojny i tragicznych wydarzeń w historii tych narodów, aby zdobyć się na współczucie czy zrozumienie innego. W czasie wojny zostało zamordowanych 90 proc. Żydów polskich, w przypadku Polaków zginęło 15 proc. przedwojennego społeczeństwa. Są to liczby nieporównywalne, ale dla każdej z tych społeczności opisują najcięższe doświadczenia, jakie były kiedykolwiek ich udziałem.

A co z rolą propagandy nazistowskiej? Czy tak zdemoralizowała niektórych Polaków, że może być wyjaśnieniem napaści na Żydów?

Nie zgadzam się z prof. Grossem, kiedy twierdzi, że propaganda nazistowska nie miała wpływu na antysemickie zdarzenia. On twierdzi, że Polacy nie byli zainfekowani jadem podawanym przez Niemców. Jego zdaniem Polacy odrzucali tę propagandę, bo pochodziła ona od wroga.

Nie do końca tak było. Bliższe tamtej rzeczywistości są wyjaśnienia prof. Feliksa Tycha z Żydowskiego Instytutu Historycznego. Mówiąc o społeczeństwie powojennym, używa on określenia „zdemoralizowana wyobraźnia". Nie można było wyjść nietkniętym w momencie, gdy przez tyle lat było się świadkiem monstrualnej, gigantycznej zbrodni dokonywanej na Żydach. To niezwykle istotne dla zrozumienia problemu powojennego. To nie jest kwestia odrzucania czy akceptowania tej propagandy. To sprawa atmosfery, w której się żyło. W niej można było bezkarnie zabijać Żydów.

Bez uwzględnienia tego elementu nie da się wytłumaczyć, dlaczego dochodziło do mordowania Żydów przez niektórych Polaków również po wojnie. Mimo Zagłady. Jan Józef Szczepański nazwał powojenne pokolenie „zarażonym śmiercią, zainfekowanym przez śmierć". To nie tylko konsekwencja II wojny światowej, łatwości zabijania, ale też brutalizacji życia moralnego. Nie można pominąć też roli, jaką odegrał po wojnie system wprowadzany w Polsce. Powojenna władza oprócz tego, że nie promowała prawych zachowań, pozwalała, żeby rządzili zdemoralizowani ludzie. Nie zapominajmy, że władza wykorzystywała również problematykę żydowską w grze politycznej, w której stawką było zdobycie poparcia w różnych kręgach. A atakowane przez nią środowiska podejmowały rozmowę z perspektywy oblężonej twierdzy.

Czy opisywany w książce pogrom kielecki, w którym zginęło ponad 40 osób, sprowokowali komuniści?

Moje zastrzeżenia do opisu pogromu przedstawionego przez prof. Grossa dotyczą przede wszystkim tego, że bagatelizuje on w całej sprawie rolę ówczesnej władzy. Twierdzi, że nie było prowokacji, a zachowania władzy stawia na tej samej płaszczyźnie, co zachowania przeciętnego obywatela. Elementy prowokacji, które pojawiają się w tych wydarzeniach, związane są z zaskakującą nieudolnością władz. I wojsko, i służba bezpieczeństwa, zwłaszcza szef kieleckiego UB Władysław Sobczyński, nie robią nic lub prawie nic, by zatrzymać wydarzenia pogromowe. Moim zdaniem jest w nich element prowokacji rozumianej jako działanie, które ma wywołać u kogoś określoną reakcję.

Władze rzeczywiście wykorzystały to, co wydarzyło się w Kielcach, oskarżając opozycję antykomunistyczną o spowodowanie tego pogromu. Śledztwo nie było jeszcze zakończone, a już Gomułka i Cyrankiewicz mówili, że zrobił to Mikołajczyk, Anders, rząd w Londynie, AK. Na podstawie tych dokumentów, którymi dysponujemy, nie możemy jednoznacznie stwierdzić, co spowodowało takie zachowania władz. Część dokumentów została zniszczona w 1989 r. Pewnych rzeczy na pewno się nie dowiemy już nigdy.

Nie neguję jednak roli antysemityzmu w wydarzeniach w Kielcach. Znaleźli się ludzie, którzy przyszli na ulicę Planty, rabowali, mordowali, wznosili antyżydowskie okrzyki. Niektórzy uwierzyli w plotkę o mordzie rytualnym. W „Tygodniku Powszechnym" po wydarzeniach kieleckich pojawił się tekst Stefanii Skwarczyńsljiej, która pytała o kondycję moralną społeczeństwa. Pisała: „Co z tego przyjdzie społeczeństwu, że powiemy, iż ktoś tych ludzi sprowokował, jeśli daliśmy się sprowokować".

O książkach Jana Grossa ich krytycy mówią, że nie są obiektywne, że bliżej im do emocji niż do prawdy historycznej, że utrwalają nasz antysemicki stereotyp w USA.

Ocenę tej książki pozostawiam czytelnikom. Należałoby zapytać prof. Grossa, nie mnie, dlaczego tak jednostronnie opisuje polsko - żydowskie relacje. Szkoda, że nie opublikował swojej książki jednocześnie i w Stanach, i w Polsce. Wtedy łatwiej byłoby o tych kontrowersyjnych i bolesnych tematach dyskutować. Po 1989 r. historycy w Polsce są przygotowani, by o nich rozmawiać. Do 1989 r. dyskusja była bardzo mocno ograniczona, bo nie mieliśmy dostępu do archiwów. Pojawia się wciąż wiele nowych, niezwykle ważnych prac dotyczących tej problematyki, jak choćby wydana ostatnio przez IPN „Polacy i Żydzi 1939-1945", która pokazuje, co działo się, kiedy Polacy i Żydzi zostali skonfrontowani z rzeczywistością przerastającą wszystko i wszystkich, czy ostatnio „Wokół pogromu kieleckiego".

Mało kto jednak te książki za oceanem przeczyta.

Promowanie prac, które walczą ze stereotypami antypolskimi, to zadanie dla państwa polskiego. Naukowcy nie udźwigną kosztów tłumaczeń publikowanych w Polsce książek, ale pewne starania są podejmowane; warto wspomnieć choćby o wizycie w USA poprzedniego prezesa IPN prof. Leona Kieresa po publikacji książki Grossa „Sąsiedzi". Dobrze, że takie dyskusje toczą się także w mediach.

Przez długi czas relacje polsko - żydowskie były tematem ograniczonym do badań historyków. Teraz mamy możliwość dyskutowania, polemiki. Tak było w przypadku książki o mordzie w Jedwabnem. Tak może zdarzyć się i teraz.

ROZMAWIAŁA AGNIESZKA KOŁOWŃSKA

Print E-mail